Strona główna > Przemyślenia > Przemyślenia

Przemyślenia

Do tej pory na blogu pisałam głównie o tym jak toczy się życie Wiktorii, jak wygląda Jej codzienność.

A dziś . . . pozwolę sobie na bardzo osobistą refleksję. Tylko moją, dodam, bo zapewne nie każdy będzie się z tym, co napiszę, zgadzał . . .

. . . przypominam sobie przypadkowe, po latach, spotkanie z kolegą i Jego słowa odnoszące się do choroby Wiktorii: ,, . . .tak bardzo Mi Ciebie żal . . .,,

To smutne, bo większość ludzi tak właśnie postrzega moją sytuację, podczas gdy ja, nawet jeśli to rozumiem, to zupełnie się z tym nie zgadzam. Podświadomie buntuję się przed taką właśnie oceną mojego życia . . .

Nie oczekuję współczucia, a tym bardziej żalu.

Żyję bowiem normalnie, fakt, mam może większą wiedzę na temat inhalatorów czy fizjoterapii od przeciętnego człowieka, mam więcej obowiązków w ciągu dnia od przeciętnej mamy (a i z tym możnaby polemizować), ale poza tym . . . no właśnie, co poza tym?

Co zdecydowanie okrutniejsze, żyję też ze świadomością śmiertelnej choroby dziecka, nie jest to łatwe, przyznaję, ale . . . ludzie utyskują z miliona innych powodów, koncentrują się na swoim cierpieniu nie dostrzegając niczego poza nim. Nie potrafią odnaleźć szczęścia w chwilach, które Im przeznaczono ani w działaniach, które muszą wykonać.

Ja cieszę się każdą chwilą, każdym dniem. Choroba Wiktorii przewartościowała moje życie, nauczyła dostrzegać to, czego inni zdają się nie zauważać, zabiegani za czymś, co pozornie da Im choć odrobinę radości.

Wiktoria to dar, a możliwość opiekowania się Nią to zaszczyt. To dzięki Niej moje życie jest wspaniałe.

Wybaczcie kochani wpis tak osobisty, sprowokowany przytoczonym na początku stwierdzeniem. Jestem pewna, że My, rodzice chorych, chorzy, nie oczekujemy pochylania się nad Nami i powtarzania, jak to mamy ciężko, jaki to los jest niesprawiedliwy bo akurat Nam się to przydarzyło etc. etc.

Oczekujemy raczej zrozumienia, otwartości i akceptacji. A tego właśnie, bardzo rzadko doświadczamy.

Co jakiś czas dowiaduję się o śmierci chorego na muko. To przygnębiające. Bo nawet jeśli tej konkretnej osoby nie znałam, to potrafię wyobrazić sobie co czuje Jego, Jej rodzina, jak bardzo jest Im ciężko. Tworząc swoistą więź ze wszystkimi, których ta choroba w bardziej lub mniej bezpośredni sposób dotknęła, współodczuwam ból i smutek.

Owszem, pojawiają się wtedy myśli jak to będzie z moją córką, jakże miałoby być inaczej . . . ale staram się by mukowiscydoza nie stanowiła treści naszego życia, nie czyniła z niego życia na czas. By nie sprawiała, że szaleńczo chwytamy się wszystkiego, aby zdążyć . . .

Nie chcę by Ktoś patrzył na nas i myślał: ,,Ona to ma ciężko, a ta mała to taka biedna,, 😦

Czy nie można poprostu zauważyć matki z dzieckiem bawiących się w chowanego?

Czy nie można dostrzec matki z córką szaleńczo śmiejących się pędząc na rowerach?

Nie chcę być postrzegana przez pryzmat choroby, nie chcę by ludzie odsuwali się ode mnie nie wiedząc jak rozmawiać, bo przecież co tu mówić do kobiety, której dziecko może umrzeć? 😦

Czy to tak wiele?

Reklamy
Kategorie:Przemyślenia
  1. 7 lutego 2015 o 12:00

    Zgadzam się z każdym słowem. Tylko proszę o jedno – wyrozumiałość. To nie tak, że każdy chce uprzykrzyć życie zadawaniem głupich pytań. Jestem pewien, że po prostu „my zdrowi” nie potrafimy dobrać odpowiednich słów, zachować się w kontakcie z cierpiącym.
    Do końca życia będę pamiętał rozmowę z 17-letnią wówczas Igą. To była moja pierwsza wizyta w Instytucie i nieistniejącym już pawilonie nr 6. Skrzypiące schody, przygnębiający nastrój i słowa, które usłyszałem przed wejściem do izolatki – lekarze dają jej może ze 2 tygodnie życia. Choć jako dziennikarz spotykałem się z różnymi dramatami, tu wszedłem na miękkich nogach i nie wiedziałem w ogóle jak się odezwać. Zapytać: jak tam zdrówko? Jakie masz plany? Boli? Na szczęście mówiła Iga i jej mama. Ja udawałem że notuję, choć nie bardzo widziałem co…
    Wiem, że czasem zachowuję się jak słoń w składzie porcelany. Nie mogę powiedzieć „rozumiem, wiem” jak to jest. Bo nie rozumiem, nie wiem, nigdy nie byłem nawet w przybliżonej sytuacji co chory, jego matka czy ojciec.
    Ale każdy chce jakoś pomóc. Nie każdy potrafi. Dlatego proszę o cierpliwość i wyrozumiałość. A czasem po prostu trzeba powiedzieć – weźże się odczep, przestań użalać nade mną i zajmij się swoim życiem!
    Na pewno będzie nam łatwiej się zrozumieć…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: