Strona główna > Smutne chwile, Wspomnienia > Skuteczna dwójka

Skuteczna dwójka

Nie lubię niedokończonych tematów. Zazwyczaj czają się w umyśle człowieka, zamknięte za wieloma innymi wspomnieniami i powracają w myślach raz na jakiś czas po to tylko by przypomnieć natrętnie że gdzieś tam w oddali należy w końcu postawić przysłowiową kropkę na „i”. Moja dzisiejsza kropka nad „i” dotyczy wpisu „Ale to już było ;-(” z 20 Marzec 2012. Moje wydawałoby się na wyrost przewidywania z tamtego dnia sprawdziły się w dużej mierze. Usia faktycznie była chora. Na co dokładnie ? Tego niestety nie wiemy. Od końcówki marca do niemal połowy maja nasze życie po raz kolejny poddane zostało kolejnej cyklicznej, nerwowej i wyczerpującej probie. Aż strach pomyśleć jak z dnia na dzień wszystko potrafi się tak radykalnie zmieniać. Jak to mówi przysłowie: raz z górki a raz pod górę i tak całe życie. Nasze góry są strome i niebezpieczne i łatwo o upadek ale po każdym upadku należy wstać, uśmiechnąć się i iść dalej przed siebie. Odkąd tylko się urodziliśmy to zostaliśmy skazani na ten właśnie nudny i trochę irytujący schemat. Nasze kilkukrotne wizyty u lekarzy w marcu zakończyły się ostatecznie kolejnym w życiu Wiktorii antybiotykiem. Ten antybiotyk był, jak to zwykle bywa w naszym przypadku, ostatnią deską ratunku, bo niby Usia była czysta osłuchowo, bo niby nie gorączkowała a jednak katar nie mijał, był coraz większy i większy i powodował niemiłosierny nocny kaszel. Wiktorii przepisano BACTRIM. Miała go zażywać przez 10 dni. Teraz wiem że to był nasz i lekarzy błąd że przepisano ten lek TYLKO na 10 dni ;-( . W przypadku Usi i w przypadku mukowiscydozy to za mało !!!! . Musimy być mądrzejsi na następny raz !!! Owszem, Bactrim nam pomógł, nie zawiódł nas tak jak nie zawodził nas do tej pory. Usia dobrze go toleruje i jest w jej przypadku dosyć skuteczny. Szkoda tylko że po tych 10 dniach mieliśmy spokój od choroby tylko przez dwa lub trzy tygodnie czasu ;-( Po tej krótkiej chwili wytchnienia wszystko wróciło na nowo ;-( Te same objawy, ten sam schemat rozwoju choroby, te same reakcje i te same ciężko przespane noce ;-( Wystarczył jeden krótki obrót i ponownie stanęliśmy twarzą w twarz z naszym nocnym potworem. I znowu to samo, lekarze, wizyty, konsultacje, bieganina, nerwówka, łzy, strach, zmęczenie ;-( Ostatnia decydująca wizyta u lekarza miała miejsce w dniu w którym Kasia była na warsztatach w warszawie. U lekarza byłem z Usią ja i babcia Usi. Nie wiem jak i z jakim wymiernym skutkiem zakończyła by się ta wizyta bo jak to zwykle bywa Wika była osłuchowo czysta gdyby nie to że w trakcie tej wizyty dodzwoniła się do nas Kasia i udało nam się doprowadzić do tego żeby dr. Pogorzelski będący również wtedy na warsztatach porozmawiał i przekazał swoje zalecenia i wskazówki naszemu lekarzowi rodzinnemu u którego wtedy właśnie byliśmy. Decyzja doktora była radykalna ale z perspektywy czasu już wiem że skuteczna. Cieszę się że doktor Pogorzelski nie boi się podejmować trudnych decyzji i nie unika cięższych ale jak widać skutecznych rozwiązań. Tym razem zdecydował się podać naszej kochanej córeczce dwa antybiotyki na raz. Pierwszy w formie inhalacji a drugi doustnie w syropie. Do inhalacji przepisano nam gentamycynę a do ustnie hiconcil. Pamiętam że w pierwszym dniu podawania leków miałem mieszane uczucia. Z jednej strony byłem już tak wyczerpany psychicznie tym przeciągającym się stanem chorobowym Usi że cieszyłem się z tego że mamy w ręku nową i przede wszystkim liczebną „broń” a z drugiej bałem się skutków jej użycia. Ulotki leków mają to do siebie że są długie, nudne i mało kto z nas je tak naprawdę czyta. Odkąd jednak w naszej kuchni wraz z chorobą Wiktorii pojawiła się cała sterta nowych i dziwnych leków, które kradną nam coraz to większą przestrzeń życiową 😉 to z uwagą studiujemy dokładnie to co jest w nich zapisane. Gentamycyna mnie trochę przestraszyła. Niezbyt dobrze czułem się z tym że podając ją po raz pierwszy Wiktorii miałem przed oczami zdanie, w którym ostrzegano mnie że może ona doprowadzać nawet do utraty słuchu ;-( Choroba nie jest łatwa, walka z nią nie jest łatwa i podawanie leków też do łatwych nie należy ;-( Pomijam już fakt że dodatkowa inhalacja z antybiotyku wydłużyła nam w tym okresie inhalację i oklepywanie kamizelką do 1 pełnej godziny ;-(. 3 sesje dziennie, dwie z antybiotykiem a jedna bez, od tego cała praca związana z dezynfekcją/wyparzaniem, karmieniem/enzymami, podawaniem leków itp itd. Codziennie jest nam ciężko ale tamten okres był pod tym względem szczególnie okropny ;-( . Przez blisko 7 dni podawania antybiotyków stan Wiktorii jakoś znacząco się nie poprawiał. Tzn katar zmalał ale nie chciał całkowicie zniknąć. Pojawił się strach i zwątpienie że chyba tym razem się nie uda. Całe szczęście że antybiotyki podawaliśmy przez aż 14 dni bo pod koniec choroba nareszcie skapitulowała!! 😉 Od połowy maja do dnia dzisiejszego Usia przesypia noce spokojnie. Katar zakopaliśmy za sobą głęboko w ziemi. Teraz uciekamy na oślep zerkając ze strachem za siebie w świadomości że on tam gdzieś jest i próbuje wydostać się na wolność …

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: